Bo ksiądz gusłów nie dozwoli, Pan się zbudzi nocnym chorem. Zmarli tylko wedle woli Spieszą, gdzie ich guślarz woła; Żywi są na pańskiej roli, Cmentarz pod władzą kościoła.
CHÓR Póki ciemno, głucho wszędzie, Spieszmy się w tajnym obrzędzie.
Zaszło słońce, biegą dzieci, idą starce, płaczą, nucą, Lecz znowu słońce zaświeci, Wrócą dzieci, starce wrócą.
Nim dojdzie siwizny dziecię, Nim starego dzwon powoła, Jeszcze ich spotka na świecie Niejedna chwilka wesoła.
Ale to z nas w młode lata Nie działa rzeźwym ramieniem, Ale sercem i myśleniem - Taki zgubiony dla świata.
Kto jak zwierz pustyni szuka, Jak puchacz po nocy lata, Jak upiór do trumny puka, Taki zgubiony dla świata.
Kto w młodości pieś żałoby Raz zanucił, wiecznie nuci, Kto młody odwiedza groby, Już z nich na świat nie powróci.
(do Dziewczyny),
Nie łam twych rączek, niewiasto młoda; Nie płacz: i oczek, i dłoni szkoda. Te oczki innym źrenicom błysną, Te rączki inną prawicę ścisną. Od lasu para gołąbków leci, Para gołąbków, a orlik trzeci: Uszłaś, gołąbko, spojrzy do góry, Czy jest za tobą mąż srebrnopióry? Nie płacz, nie wzdychaj w próżnej żałobie, Nowy małżonek grucha ku tobie, Nóżki z ostrogą, szyję mu wieńczy! Wstążka błękitna, a kolor tęczy. Róża z fijałkiem na letniej łące Podają sobie dłonie pachnące, Pieszy robotnik kosi dąbrowę, Zranił małżonka, zostawił wdowę. Płaczesz i wzdychasz w próżnej żałobie, Wysmukły narcyz kłania się tobie, Jasną źrenicą śród polnych dzieci Jak księżyc między gwiazdami świeci: Nie łam twych rączek, niewiasto młoda, Nie płacz, i rączek, i oczu szkoda.