DZIADY cz. III - SCENA VIII - PAN SENATOR - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
BAL
SCENA ŚPIEWANA

Z PRAWEJ STRONY

DAMA
Patrz, patrz starego, jak się wije,
Jak sapie, oby skręcił szyję.
(do Senatora)
Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan!
(na stronę)
Il crévera dans l`instant.

MŁODY CZŁOWIEK
Patrz, jak on łasi się i liże,
Wczora mordował, tańczy dziś;
Patrz, patrz, jak on oczyma strzyże,
Skacze jak w klatce ryś.

DAMA
Wczora mordował i katował,
I tyle krwiniewinnej wylał;
Patrz, dzisiaj on pazury schował
I będzie się przymilał.

Z LEWEJ STRONY

KOLESKI REGESTRATOR *
(do Sowietnika)
Tańczy Senator, czy widzicie,
Ej, Sowietniku, pódźmy w tan.

SOWIETNIK
Uważaj, czy to przyzwoicie,
Byś ze mną tańczył Pan.

REGESTRATOR
Ale tu znajdziem kilka dam.

SOWIETNIK
Ale nie o to idzie rzecz;
Ja sobie wolę tańczyć sam
Niż z tobą - pódźże precz.

REGESTRATOR
Skądże to?

SOWIETNIK
Jestem sowietnikiem.

REGESTRATOR
Ja jestem oficerski syn.

SOWIETNIK
Mój Panie, ja nie tańczę z nikim,
Kto ma tak niski czyn.
(do Pułkownika)
Pódź, Pułkowniku, pódźże w taniec,
Widzisz, że tańczy sam Senator.

PUŁKOWNIK
Jaki tam gadał oszarpaniec?
(pokazując Regestratora)

SOWIETNIK
Koleski Regiestrator!

PUŁKOWNIK
Ta szuja, istne jakubiny!

DAMA
(do Senatora)
Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan.

SOWIETNIK
(z gniewem)
Jak tu pomieszały się czyny!

DAMA
Il crévera dans l`instant,

LEWA STRONA, CHOREM.

DAMY
Ah! quelle beauté, quelle grace!

MĘŻCZYŹNI
Jaka to świetność, przepych jaki!

PRAWA STRONA, CHOREM.

MĘŻCZYŹNI
Ach, łotry, szelmy, ach, łajdaki?
Żeby ich piorun trzasł.

SENATOR
(tańcząc, do Gubernatorowej)
Chcę zrobić znajomość Starosty,
On piękną żonę, córkę ma;
Ale zazdrośny -

GUBERNATOR
(biegąc za Senatorem)
To człek prosty;
Niech Pan to na nas zda.
(podchodzi do Starosty)
A żona Pańska?

STAROSTA
W domu siedzi.

GUBERNATOR
A córki?

STAROSTA
Jedną tylko mam.

GUBERNATOROWA
I córka balu nie odwiedzi?

STAROSTA
Nie!

GUBERNATOROWA
Pan tu sam?

STAROSTA
Ja sam.

GUBERNATOR
I żona nie zna Senatora?

STAROSTA
Dla siebie tylko żonę mam.

GUBERNATOROWA
Chciałam wziąć córkę Pańską wczora.

STAROSTA
Usłużność Pani znam.

GUBERNATOR
Tu w menuecie para zbywa,
Senator potrzebuje dam.

STAROSTA
Moja córka w parach nie bywa,
Jej parę znajdę sam.

GUBERNATOROWA
Mówiono, że tańczy i grywa,
Senator chciał zaprosić sam.

STAROSTA
Widzę, że pan Senator wzywa
Na raz po kilka dam.

LEWA STRONA, CHOREM.

Jaka muzyka, jaki śpiew,
Jak pięknie meblowany dóm.

PRAWA STRONA, CHOREM.
Te szelmy z rana piją krew,
A po obiedzie rum.

SOWIETNIK
(pokazując Senatora)
Drze ich, to prawda, lecz zaprasza,
Takiemu dać się drzeć nie żal.

STAROSTA
Po turmach siedzi młodzież nasza,
Nam każą iść na bal. *

OFICER ROSYJSKI
(do Bestużewa)
Nie dziw, że nas tu przeklinają,
Wszak to już mija wiek,
Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek.

STUDENT
(do Oficera)
Patrz, jak się Bajkow, Bajkow rucha,
Co to za mina, co za ruch!
Skacze jak po śmieciach ropucha,
Patrz, patrz, jak nadął brzuch.
Wyszczerzył zęby, nazbyt łyknął,
Patrz, jak otwiera gębę on,
Słuchaj, ach, słuchaj, Bajkow ryknął.
(Bajkow nuci)
(do Bajkowa)
Mon Général, quelle chanson!

BAJKOW
(śpiewa pieśń Beranżera)
Quel honneur, quel bonheur!
Ah! monsieur le sénateur!
Je suis votre humble serviteur, etc. etc.

STUDENT
Général, ce sont vos paroles!

BAJKOW
Oui.

STUDENT
Je vous en fais compliment.

JEDEN Z OFICERÓW
(śmiejąc się)
Ces couplets sont vraiment fort droles,
Quel ton satirique et plaisant!

MŁODY CZŁOWIEK
Pour votre muse sans rivale
Je vous ferais académicien.

BAJKOW
(w ucho, - pokazując Księżnę)
Senator dziś będzie rogal.

SENATOR
(w ucho, pokazując narzeczona Bajkowa)
Va, va, je te coifferai bien.

PANNA
(tańcząca, do Matki)
Nazbyt ohydni, nazbyt starzy.

MATKA
(z prawej strony)
Jeśli ci zbrzydnął, to go rzuć.

SOWIETNIKOWA
(z lewej strony)
Jak mojej córeczce do twarzy.

STAROSTA
Jak od nich rumem czuć.

SOWIETNIKOWA DRUGA
(do córki stojącej obok)
Tylko, Zosieńku, podnieś wzrok.
Może Senator cię obaczy.

STAROSTA
Jeżeli o mnie się zahaczy,
Dam rękojeścią
(biorąc za karabelę)
- w bok.

LEWA STRONA, CHOREM.

Ach, jaka świetność, przepych jaki!
Ah, quelle beauté, quelle grace!

PRAWA STRONA

Ach, szelmy, łotry, ach, łajdaki!
Żeby ich piorun trzasł.

Z PRAWEJ STRONY MIĘDZY MŁODZIEŻA
JUSTYN POLl
(do Bestużewa, pokazując na Senatora)
Chcę mu scyzoryk mój w brzuch wsadzić
Lub zamalować wpysk.

BESTUŻEW
Coż stąd, jednego łotra zgładzić
Lub obić, co za zysk?
Oni wyszukają przyczyny,
By uniwersytety znieść,
Krzyknąć, że ucznie jakubiny,
I waszą młodzież zjeść.

JUSTYN POL
Lecz on zapłaci za męczarnie,
Za tyle krwi i łez.

BESTUŻEW
Cesarz ma u nas liczne psiarnie,
Cóż, że ten zdechnie pies.

POL
Nóż świerzbi w ręku, pozwól ubić.

BESTUŻEW
Ostrzegam jeszcze raz!

POL
Pozwól przynajmniej go wyczubić.

BESTUŻEW
A zgubić wszystkich was.

POL
Ach, szelmy, łotry, ach, zbrodniarze!

BESTUŻEW
Muszę ciebie wywieść za próg.

POL
Czyż go to za nas nikt nie skarze?
Nikt się nie pomści?
(odchodzą ku drzwiom)

KS. PIOTR
- Bóg!

(Nagle muzyka się zmienia i gra aria Komandora)

TAŃCZĄCY
Co to jest? - co to?

GOŚCIE
Jaka muzyka ponura!

JEDEN
(patrząc w okna)
Jak ciemno, patrz no, jaka zebrała się chmura.
(zamyka okno - słychac z dala grzmot)

SENATOR
Coż to? Czemu nie grają?

DYREKTOR MUZYKI
Zmylili się.

SENATOR
Pałki!

DYREKTOR
Bo to miano grać różne z opery kawałki,
Oni nie zrozumieli, i stąd zamieszanie.

SENATOR
No, no, no - arrangez donc - no, Panowie - Panie.
(Słychać krzyk wielki za drzwiami)

PANI ROLLISON
(za drzwiami, okropnym głosem)
Puszczaj mię! puszczaj...

SEKRETARZ
Ślepa!

LOKAJ
(strwożony)
Widzi - patrz, jak sadzi
Po schodach, zatrzymajcie!

DRUDZY LOKAJE
Kto jej co poradzi!

PANI ROLLISON
Ja go znajdę tu, tego pijaka, tyrana!

LOKAJ
(chce zatrzymąć - ona obala jednego z nich)
A! patrz, jak obaliła - a! a! opętana.
(uciekają)

PANI ROLLISON
Gdzie ty! - znajdę cię, mozgi na bruku rozbiję -
Jak mój syn! Ha, tyranie! syn mój, syn nie żyje!
Wyrzucili go oknem - czy ty masz sumnienie?
Syna mego tam z góry, na bruk, na kamienie.
Ha, ty pijaku stary, zbryzgany krwią tylu
Niewiniątek, pódź! - gdzie ty, gdzie ty, krokodylu?
Ja ciebie tu rozedrę, jak mój Jaś, na sztuki. -
Syn! wyrzucili z okna, z klasztoru, na bruki.
Me dziecię, mój jedynak! mój ojciec-żywiciel-
A ten żyje, i Pan Bóg jest, i jest Zbawiciel!

KS. PIOTR
Nie bluźń, kobieto; syn twój zraniony, lecz żyje.

PANI ROLLISON
Żyje? syn żyje? - czyje to są słowa, czyje?
Czy to prawda, mój Księże? - Ja. zaraz pobiegłam -
"Spadł" krzyczą, biegę, wzięli - i zwłok nie dostrzegłam:
Zwłok mego jedynaka. - Ja biedna sierota!
Zwłok syna nie widziałam. Widzisz - ta ślepota!
Lecz krew na bruku czułam - przez Boga żywego
Tu czuję - krew tę samę, tu krew syna mego,
Tu jest ktoś krwią zbryzgany - tu, tu jest kat jego!
(Idzie prosto do Senatora - Senator umyka się - Pani Rollison pada zemdlona na ziemię - Ks. Piotr podchodzi do niej ze Starostą - słychać uderzenie piorunu)

WSZYSCY
(zlęknieni)
Słowo stało się ciałem! - To tu!

INNI
Tu! tu!

KS. PIOTR
Nie tu.

JEDEN
(patrząc w okno)
Jak blisko - w sam róg domu uniwersytetu.

SENATOR
(podchodzi do okna)
Okna Doktora!

KTOŚ Z WIDZÓW
Słyszysz w domu krzyk kobiéty?

KTOŚ NA ULICY
(śmiejąc się)
Cha - cha - cha - diabli wzięli.

(Pelikan wbiega zmieszany)

SENATOR
Nasz Doktor?

PELIKAN
- zabity
Od piorunu. Fenomen ten godzien rozbiorów:
Około domu stało dziesięć konduktorów,
A piorun go w ostatnim pokoju wytropił,
Nic nie zepsuł i tylko ruble srebrne stopił,
Srebro leżało w biurku, tuż u głów Doktora,
I zapewne służyło dziś za konduktora.

STAROSTA
Ruble rosyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne.

SENATOR
(do dam)
Panie zmieszały taniec - jak Panie niegrzeczne.
(widząc, że ratują Panią Rollison)
Wynieście ją, wynieście - pomóc tej kobiecie.
Wynieście ją.

KS. PIOTR
Do syna?

SENATOR
Wynieście, gdzie chcecie.

KS. PIOTR
Syn jej jeszcze nie umarł, on jeszcze oddycha,
Pozwól mnie iść do niego.

SENATOR
Idź, gdzie chcesz, do licha!
(do siebie)
Doktor zabity, ah! ah! ah! c`est inconcevable!
Ten ksiądz mu przepowiedział - ah! ah! ah! c`est diable!
(do kompanii)
No i cóż w tym strasznego? - wiosną idą chmury,
Z chmury piorun wypada: - taki bieg natury.

SOWIETNIKOWA
(do męża)
Już gadajcie, co chcecie, a strach zawsze strachem.
Ja nie chcę dłużej z wami być pod jednym dachem?
Mówiłam: mężu, nie leź do tych spraw dziecinnych;
Pókiś knutował Żydów, chociaż i niewinnych,
Milczałam - ale dzieci; - a widzisz Doktorą?

SOWIETNIK
Głupia jesteś.

SOWIETNIKOWA
Do domu wracam, jestem chora.
(Słychać znowu grzmot - wszyscy uciekają; naprzód lewa, potem prawa strona. - Zostają Senator, Pelikan, Ks. Piotr)

SENATOR
(patrząc za uciekającymi)
Przeklęty Doktor! żyjąc nudził mię do mdłości,
A jak zdechł, patrzaj, jeszcze rozpędza mi gości.
(do Pelikana)
Voyez, jak ten Ksiądz patrzy - voyez, quel oeil hagard;
To jest dziwny przypadek, un singulier hasard.
Powiedz no, mój księżuniu, czy znasz jakie czary,
Skąd przewidziałeś piorun? - może Boskie kary?
(Ksiądz milczy)
Prawdę mówiąc, ten Doktor troszeczkę przewinił,
Prawdę mówiąc, ten Doktor nad powinność czynił.
On aurait fort a dire - kto wie, są przestrogi -
Mój Boże, czemu prostej nie trzymać się drogi!
No i cóż, Księże? - milczy!... milczy i zwiesił nos.
Ale go puszczę wolno: - on dirait bien des choses!...
(zamyśla się)

PELIKAN
Cha! cha! cha! jeśli śledztwo jest niebezpieczeństwem,
Toć by nas przecie piorun zaszczycił pierwszeństwem.

KS.PIOTR
Opowiem wam dwie dawne, ale pełne treści...

SENATOR
(ciekawy)
O piorunie? - Doktorze? - mów!

KS. PIOTR
- dwie przypowieści.
Onego czasu w upał przyszli ludzie różni
Zasnąć pod cieniem muru; byli to podróżni.
Między nimi był zbójca; a gdy inni spali,
Anioł Pański zbudził go: "Wstań, bo mur się wali".
On zbójca był ze wszystkich innych najzłośliwszy:
Wstał, a mur inne pobił. On ręce złożywszy
Bogu dziękował, że mu ocalono zdrowie.
A Pański anioł stanął przed nim i tak powie:
"Ty najwięcej zgrzeszyłeś! kary nie wyminiesz,
Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz".
A druga powieść taka. - Za czasu dawnego.
Pewny wódz rzymski pobił króla potężnego;


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Dziady cz. II - streszczenie
2  Pęknięcie w II cz. Dziadów
3  Dziady jako dramat romantyczny



Komentarze: DZIADY cz. III - SCENA VIII - PAN SENATOR

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: