Tutaj, na wzgórku, Russa czytaliśmy razem; Altankę jej pod tymi uwiązałem chłody, Z tych lasów przynosiłem kwiateczki, jagody, Z tych zdrojów, stojąc przy mnie, wywabiała wędką Srebrnopiórego karpia, pstrąga z kraśną cętką; A dziś!... (płacze)
KSIĄDZ Płacz; lecz niestety, boleść przypomnienia Nas samych trawi, a nic wkoło nas nie zmienia!
GUSTAW Dzisiaj po latach tylu, po takiej przemianie, Na miejscach najszczęśliwszych, w najsmutniejszym stanie! Gdybyś wziął martwy kamień, z którym igra dziecię, I gdybyś z tym kamieniem obchodził po świecie, A potem, do Ojczyzny wróciwszy z daleka, Ten sam kamień, dla tegoż samego człowieka, Co nim kiedyś jak dziecko igrał przy piastunie, Dziś dla starca zmarłego dał pod głowę w trunie; Gdyby z tego kamienia gorzka łza nie ciekła, Księże, kamień bez sądu rzuć prosto do piekła!
KSIĄDZ O! łza ta nie jest gorzka, gdy w obecne troski Przypomnianego szczęścia miesza nektar boski; Czułość ją u ludzkości wylewa ołtarza. Gorzką truciznę sączą tylko łzy zbrodniarza.
GUSTAW Słuchaj, powiem coś jeszcze... Byłem i w ogrodzie, Pod tęż porę, w jesieni, przy wieczornym chłodzie, Też same cieniowane chmurami niebiosa, Tenże bladawy księżyc i kroplista rosa, I tuman na kształt z lekka prószącego śniegu; I gwiazdy toną w błękit po nocnym obiegu, I taż sama nade mną świeci gwiazdka wschodnia, Którą wtenczas widziałem, którą widzę co dnia; W tychże miejscach toż samo uczucie paliło. Wszystko było jak dawniej - tylko jej nie było! Podchodzę ku altance, jakiś szmer u wniścia, To ona?... Nie! to wietrzyk zżółkłe strząsał liścia. Altano! mego szczęścia kolebko i grobie, Tum poznał, tum pożegnał!... ach! com uczuł w tobie! To miejsce może wczora było jej siedzeniem, Ona wczora tym samym oddychała tchnieniem! Słucham, oglądam wkoło, próżno wzrok się błąka, Małegom tylko ujrzał nad sobą pająka, Z listka wisząc, u słabej kołysał się nici, Ja i on równie słabo do świata przybici! Oparłem się o drzewo, wtem na końcu ławki Widzę bukiety, trawkę, listek pośród trawki,