Ale tak, przypominam... tak, jednego razu, Kiedy przez czarodziejski pędzla wynalazek Odkradzione jej wdzięki przeniosłem w obrazek, Przyjaciołom okazać chciałem cud obrazu. Lecz to, co mnie unosi, ich nawet nie ruszy, Czułość dla nich zabawą, która nam potrzebą; Nie mają oka duszy, nie przejrzą do duszy! Zimnym cyrklem chcą mierzyć piękności zalety! Jak wilk lub jak astronom patrzają na niebo. Inny jest wzrok pasterza, kachanka, poety.
Ach! ja tak ją na martwym ubóstwiam obrazku, Że nie śmiem licem skazić jej bezbronnych ustek, I gdy dobranoc daję przy księżyca blasku Albo jeśli w pokoju lampa jeszcze płonie, Nie śmiem rozkryć mych piersi, z szyi odpiąć chustek, Nim jej listkiem cyprysu oczu nie zasłonię. A moi przyjaciele!... żałuję pośpiechu!.. Jeden, gdy ubóstwienie w oku moim czyta, Ledwie zgryzioną wargą nie upuścił śmiechu, I rzekł ziewając: "at sobie kobiĂŠta!" Drugi przydał: "jesteś dziecko"... Ach, ten to starzec z swoim przeklętym rozumem Pewnie wydał nas zdradziecko!
(coraz z większym pomieszaniem) Opowiedział na rynku, przed dziećmi, przed tłumem; A ktoś z tych dziatek, albo z gawiedzi, Przyszedł i księdzu wyznał na spowiedzi... (z największym obłąkaniem) Możeś ty mnie podstępnie badał na spowiedzi?
KSIĄDZ I na cóż nam te zdrady, spowiedź i podstępy? Chociaż się dziwnym kłębkiem twoja żałość gmatwa, Lecz czyj wzrok na bieg czucia nie jest całkiem tępy, Temu do wywikłania tajemnica łatwa.
PUSTELNIK Prawda! lecz to są ludzkiej własności narowy, Że, co dzień cały w sercu tkwi boleśnie, Na noc przechodzi do głowy: Wtenczas człowiek sam nie wie, co rozplecie we śnie. Dawno, dawno!... raz miałem przypadek ten samy. Po pierwszym z nią widzeniu wróciwszy do domu Poszedłem spać, ni słówka nie mówiąc nikomu. Nazajutrz, gdy dzień dobry przyniosłem dla mamy: "Co to jest, mówi do mnie, żeś taki pobożny? Modlisz się przez noc całą, wzdychasz nieustannie I litaniją mówisz o Najświętszej Pannie". Zrozumiałem i na noc zamknąłem podwoje, Ale teraz nie mogę być równie ostrożny.